Miorestin

Wspiera funkcjonowanie układu nerwowego, pomaga w redukcji zmęczenia, skraca czas potrzebny na zaśnięcie. Zawiera magnez, L-tryptofan, melatoninę, niacynę (wit. B3), ryboflawi...

Suplement diety
Zawiera składniki, które wspomagają funkcje organizmu poprzez uzupełnienie normalnej diety. Nie ma właściwości leczniczych.
reklama

Sam na sam z diagnozą

Pierwsze symptomy stwardnienia rozsianego mogą być trudne do zarejestrowania. Tu drętwienie, tam mrowienie, trochę zmęczenia i szczypta zawrotów głowy. Kto nie doświadcza takich objawów?

Wiele z nich, zwłaszcza w specyficznych okresach życia (jak np. studia, rozpoczęcie nowej pracy), można zrzucić na stres czy długotrwałe przemęczenie. Kiedy niektóre z nich trwają dłużej lub dołączają do nich bardziej nietypowe i niepokojące (jak zaburzenia widzenia czy równowagi) możesz zacząć się martwić. Moja diagnoza zajęła kilka lat i najbliższe otoczenie zdawało sobie sprawę z tego, że mam „dziwne objawy”. Niektórzy traktowali je bardziej poważnie, inni zupełnie bagatelizowali, uśmiechając się lekko pod nosem (cóż ona znowu wymyśliła!).

Droga do ostatecznej diagnozy była długa, wyczerpująca i pełna wątpliwości. Przeszłam przez szereg badań i konsultacji z lekarzami, zanim usłyszałam diagnozę. Lub może raczej powinnam powiedzieć: potwierdzenie moich słów. Szczerze mówiąc, w tamtym czasie mogłabym się założyć, że to właśnie SM.

– Już wiadomo, czy to stwardnienie rozsiane?
– Wszystko na to wskazuje.

I tyle. Koniec tematu. Był środek pandemii COVID-19, wszystko działo się w pośpiechu. Myślę, że wielu procedur nie dopełniano… Pacjent dostawał wyniki badań online i zostawał z nimi sam na sam. Nie było czasu na przydługie wstępy i spokojne oswajanie z tą informacją.

SM? „Nie widać po Tobie”

Jednym z najczęstszych komentarzy, jakie obecnie – po niemalże czterech latach od diagnozy – słyszę od ludzi, jest: „Nie widać po Tobie, że chorujesz”. I rzeczywiście, moje stwardnienie rozsiane nie jest widoczne. W tym momencie nie jest też w zasadzie odczuwalne. Można powiedzieć, że wygrałam z objawami. Nauczyłam się w miarę kontrolować, a tym samym utrzymać swoją remisję.

Czuję się dobrze, mogę normalnie funkcjonować. 2024 to drugi rok, kiedy latem mogę wychodzić z domu w ciągu dnia, a upał nie tylko nie zwala mnie z nóg, ale wręcz dodaje mi sił. Rzeczywiście: nie widać po mnie.

Zdrowe Rozwiązania
dla układu nerwowego
reklama

Szok i niedowierzanie

Pierwszą reakcją często jest szok. Ludzie nie mogą uwierzyć, że osoba, która wygląda na zupełnie zdrową i pełną energii, może mieć tak poważne schorzenie. Często słyszę: „Gdybyś nie powiedziała, nigdy bym nie zauważył, że chorujesz przewlekle”. To niedowierzanie wynika z tego, że stwardnienie rozsiane kojarzy się z widocznymi oznakami choroby, takimi jak problemy z poruszaniem się. Moje doświadczenie pokazuje, że nie zawsze tak jest.

Z kolei objawy, które na pewnym etapie choroby występują i utrudniają funkcjonowanie, mogą w pewnym momencie zaniknąć. W moim przypadku tak było z zaburzeniami równowagi, z którymi poradziłam sobie m.in. dzięki regularnej praktyce jogi i ćwiczeniom na koordynację ruchową.

„Chyba będziesz musiała zacząć jeść mięso”

Tuż po diagnozie zdarzało się (choć przyznam, że od czasu do czasu nadal mi się to przytrafia), że niektóre osoby, które słyszały o mojej diagnozie, a jednocześnie wiedziały cokolwiek o tej chorobie, czasami próbowały mi coś radzić. Zadziwiająco często powtarzała się jedna konkretna rada: chyba będziesz musiała znów zacząć jeść mięso (kontekst: nie jem mięsa od 16 lat). Nie był to przypadek – wszystkie te osoby inspirowały się pewnym protokołem „leczenia” SM, którego nazwy nie będę podawać, by nie napędzać mu popularności.

Jeśli natomiast kojarzysz pewną panią doktor, która dzięki swojej przełomowej diecie nie tylko wstała z wózka, ale i całkowicie wyzdrowiała… to powiem jedynie: weryfikuj informacje, które czytasz i słyszysz. Bo okazuje się, że bliscy ani lekarze kobiety, która zbudowała interesujący marketing wokół swojej metody, nie potwierdzają, żeby kiedykolwiek była w takim stanie.

O ile spożywanie nieprzetworzonej żywności i dużych ilości zielonych warzyw, ma jak najbardziej sens i uzasadnienie, o tyle wiele proponowanych elementów diety w tym protokole nie tylko niekoniecznie poprawi stan osoby chorej, ale i w wielu przypadkach może go pogorszyć.

Podsumowując: po diagnozie nie tylko nie rzuciłam wegetarianizmu, ale wręcz rozszerzyłam go do weganizmu. I to właśnie m.in. w diecie upatruję źródła swojego dobrego stanu.

Zaskoczenie, wsparcie, zaciekawienie… Tak ludzie reagują na moją chorobę. Mam SM

Wsparcie i zrozumienie

Wiele osób, kiedy dowiaduje się o mojej chorobie, okazuje wsparcie i zrozumienie. Ponadto im dłużej żyję ze świadomością diagnozy, tym częściej odkrywam, jak wielu ludzi w moim otoczeniu również żyje z chorobami autoimmunologicznymi. Ewidentnie jest jakaś prawda w zdaniu: nie ma ludzi zdrowych, są tylko (jeszcze) niezdiagnozowani.

Czy może być lepiej?

Po diagnozie moje życie rozpędziło się w wielu aspektach, ale pod kątem relacji i reakcji innych osób mogę powiedzieć jedynie: czy mogłoby być lepiej?

Więzi z najbliższymi mi osobami jedynie się zacieśniły. Toksyczne relacje same się uprzątnęły, a ja zbudowałam stabilne i zdrowe porozumienie z samą sobą. Po diagnozie zaręczyłam się, a mój związek zyskał nowy, jeszcze głębszy fundament. Uwielbiam swoje życie z wielu powodów, ale trwałe i harmonijne relacje są jednym z elementów, które bez wątpienia działają na plus.

Strach i obawy w nas samych

Chociaż po swojej diagnozie często słyszałam, że na osoby ze stwardnieniem rozsianym inni reagują czasem strachem czy płaczem, osobiście nigdy tego nie doświadczyłam. To emocje i zachowania, które można przypisać natomiast tym, którzy sami otrzymują podobną diagnozę.

Te z kolei pojawiają się najczęściej, gdy nakręceni przez stereotypy, zasłyszane historie i wątpliwej jakości materiały, przekonujemy samych siebie do scenariuszy z najczarniejszych myśli, szykując się na najgorsze. W tej sytuacji najtrudniejszym, ale i najważniejszym zadaniem jest przekonać do spokoju jedną osobę. Siebie.

Życie z chorobą przewlekłą

Choć stwardnienie rozsiane jest częścią mojego życia już od prawie czterech lat (choć tak naprawdę od niemalże dziewięciu, jeśli wezmę pod uwagę pierwsze objawy) nie zdefiniowało mnie, jako osoby. Nie zmieniło mojego charakteru ani moich relacji (prawdę mówiąc, usunęło jedynie pojedyncze z nich na dobre, co w perspektywie czasu okazało się zmianą na plus).

Przeszłam długą i skomplikowaną drogę do diagnozy, ale dziś nie tylko nie wstydzę się potwierdzić, że choruję na SM, ale i przyznaję to z dumą – uważam, że mój obecny stan świadczy o mojej niezłomności i sile charakteru.

Jeżeli potrzebujesz wsparcia, lub rzetelnej wiedzy w zakresie SM, koniecznie zajrzyj na stronę Polskiego Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego: ptsr.org.pl.

O swoim życiu ze stwardnieniem rozsianym opowiadam więcej na TikToku. Znajdziesz mnie tutaj: tiktok.com/@madamegrunge.

Zdrowe Rozwiązania
pełne witamin:
reklama